odc. 97 "Czy można pchać sznurek?"

Protekcjonalna wyższość czy kompleksy maluczkich?

„Nie ważne skąd Pochodzisz, ale ważne dokąd Zmierzasz” . Brian Tracy

O ile wiem, to nikt nie lubi jak się nim rządzi. Absolutnie wszystkich to frustruje i „wpienia”. Bo gdyby było tak, że ktoś nam sugeruje, podpowiada, to byłoby w porządku, ale jak nami się rozkazuje i rządzi- to już bunt.  Biorąc pod uwagę podwładnych w Twojej firmie to jestem pewien, że takie Twoje zachowanie frustruje ich i obniża morale a na pewno gasi wszelki zapał do pracy. Większość mi znanych rządzących nawet w mikro skali to pawie. Tacy menedżerowie z jakichś im tylko znanych przyczyn po prostu nie mogą postąpić inaczej i nie umieją się powstrzymać. To prawdziwa gehenna. Z moich badań wynika niestety, że aż ponad 65% szefów to bufony i beznadziejni motywatorzy (żeby rzecz ująć łagodniej). Prawda, że trudno żyć z takim szefem, przełożonym i „durniem”?. Taki Szef, który nikomu nie ufa, nie popuści, czepia się i na każdym kroku pokazuje swoją władzę – to po prostu koszmar. Szybciutko w tym miejscu niech każdy zrobi swój rachunek sumienia czy aby sam nie Jest podobny do tej scharakteryzowanej powyżej większości? Prawdopodobnie nawet nie Zdajesz sobie sprawy z tego, że tak Postępujesz. Koledzy: prezesi, kierownicy, szefowie, dyrektorzy- opamiętajcie się i przemyślcie czy to nie Wasza charakterystyka. Bo czy można „pchać sznurek?”. Nie, bo sznurek należy ciągnąć czyli samemu trzeba świecić przykładem.  Jeśli zaobserwujesz, wyliczysz sobie poniżej zdefiniowane przesłanki – to już możesz się nazwać jak wyżej. Właśnie to jest tragedia komunikacji XXI wieku.                                                                                  Po pierwsze: chcesz i musisz zawsze wiedzieć, co robią i gdzie przebywają członkowie twojego zespołu. Po drugie: Jesteś dumny lub złośliwy jak musisz ciągle coś poprawiać i przywiązujesz ogromną wagę do „pierdół” i  szczegółów.  Po trzecie: nigdy nie jesteś kontent i do końca zadowolony z rezultatów pracy Twoich ludzi, ekipy.  Po czwarte: ciągle prosisz o raporty i informacje o postępie prac i realizacji zadań. Po piąte: Czujesz frustrację tylko dlatego, że wydaje Ci się, że sam byś wykonał określone zadanie lepiej, inaczej i szybciej. I po ostatnie: ciągle Chcesz im zaglądać przez ramię, by zobaczyć co piszą i do kogo w swoich e-mailach czy na jakich stronach „siedzą”. Mam rację? Spróbujcie spojrzeć prawdzie w oczy. To przecież zrozumiałe i wytłumaczalne, że każdy dobry szef przywiązuje wagę do szczegółów, dba o detale i o to, by robota była wykonana należycie. Łatwo więc się rozgrzeszasz i zaliczasz „to szpiegostwo” do rutynowych i normalnych obowiązków przełożonego, czyli do tzw. procedur. I to oczywiste, z tym że pamiętaj, że niekoniecznie trzeba to robić przez cały okrągły czas. Problem z takim postępowaniem, wręcz „ujeżdżaniem” polega jednak na tym, że niezależnie od tego, czy jest to uzasadnione, czy też nie, w każdym momencie i w odniesieniu do każdego zadania Stosujesz tak samo wysoki poziom rzeczywistej kontroli, traktując właśnie podległych pracowników z protekcjonalną i arogancką wyższością. Absolutnie Ci radzę i powiem jedno: Musisz taką praktykę „odesłać do lamusa” i zerwać z tym natychmiast. To rozwali Ci całkowicie morale ekipy i ostatecznie obniży wszelką rentowność. Odpowiedz sobie zatem na pytanie: co będzie jak zawsze będziesz Wyręczał innych, w tym członków zespołu w różnych czynnościach? To często i zdecydowanie ograniczy ich możliwości rozwoju i samorealizacji a na pewno podkopuje ich morale. Widziałem już nie jeden zespół, który znalazł się w poważnych tarapatach, bo do tej pory robił tak jak odpowiadał im jakiś szef a oni nie byli przyzwyczajeni do samodzielności. Bo po prostu wiedzieli, że zawsze jest z nimi ktoś i obecny do tego mocno zaangażowany w realizację ich procesu. Na koniec kilka rad, które staram się sam stosować. Proste narzędzia a z reguły skuteczne. Po pierwsze: zawsze Mów „co” trzeba zrobić, a nie „jak?”. Powiedz im, jak wyobrażasz sobie efekty, ale nie prowadź za rękę jak dzidziusia. Kiedy „nie kumają” czy są pełni wątpliwości, powiedz im  o „co Ci biega” i o co Ci chodzi oraz pytaj Ty ich zamiast jak „Abel krowie na rowie” dokładnie i wiecznie ich instruować. Pamiętaj, że nie ma nic zdrożnego w precyzowaniu efektów działań, ale istnieje kolosalna różnica między mówieniem o tych oczekiwaniach a instruowaniem, jak je osiągnąć. Twoja jedyna robota to ustalenie ram i schematu działań, w jakich ma się mieścić wynik każdego przedsięwzięcia i „szlus”. No i Skończ wreszcie z wymówkami. Wszyscy staramy się optymalizować i racjonalizować swoją prace i zadania oraz tak postępować prawda? Każda bowiem wymówka powoduje znaczne osłabienie ekipy. Zamiast poszukiwać argumentów przemawiających za tym, dlaczego Chcesz, Powinieneś rządzić, najpierw zastanów się, dlaczego nie Powinieneś tego w ogóle robić? Zawsze walcz i spodziewaj się sukcesu. Ta wszędobylska potrzeba Twojego rządzenia to po prostu Twoja słabość, strach przed porażką i „maluczkość”. To z reguły błędne koło we współpracy z Twoimi podwładnymi. Lepiej skup się na wsparciu i pomocy podwładnym, by to oni sami mogli wypracować sukces. Wyjaśnij dokładnie, jakie są wasze wspólne cele a jakie ich jednostkowe. Pochwal i to publicznie dobre zachowania, i to w momencie kiedy na to zasługują. A za to gań li tylko w zaciszu gabinetu i po pewnym czasie, by zrozumieli swój błąd, a co ważniejsze przemyśleli jak go uniknąć w przyszłości.  I naprawdę już na koniec tego mentoringu: Odpuszczaj kiedy się da i jak się da. Różnica między dobrym zarządzaniem a rządzeniem polega na tym i sprowadza się do skupiania uwagi rozwiązywaniu problemów a nie na ich wymyślaniu. Chcesz być OK - TO odpuść sobie wszystkie pierdoły i nieistotne drobiazgi. Znam Cię- nie będzie Tobie łatwo, przynajmniej na początku, więc wdrażaj to stopniowo. Studenci moi to mam nadzieję już wiedzą: najpierw zdefiniuj problemy, a potem określ cele i priorytety (wszystko ma być: mierzalne, realne i osiągalne) oraz cały czas optymalizuj. Nie gadaj tylko rób.  

Andrzej Sułkowski