Odc. 77 Jak go nie kijem to go pałką czyli nieco o sztuce manipulacji!

Jak nie kijem go to go pałką. Czyli nieco o sztuce manipulacji.

Niektórzy ludzie wolą umrzeć niż pomyśleć. A niektórzy tak robią.

Bertrand Russel

Ja ująłbym to mniej dramatycznie a bardziej pragmatycznie. Bowiem pewnie Znacie, są takie osoby, które wolą dać się obrazić i oszukać niż zaryzykować tzw. „odszczeknięcie się” czy narażenie albo bycie wojowniczym. W każdej roli, własnej czy  cudzej jest to bez znaczenia. Bo tak de facto, pomiędzy postawą, iż jest się „drapieżnym” i jest „grzecznym” a postawą pt: „jestem sobą w wielu sytuacjach”,  istnieje ogromna dziura, przepaść, która determinuje całkowicie jakość Twojego życia oraz wszystkich Twoich powiązań i relacji. Zakładam, że Wiesz, albo Dowiesz się dzisiaj, że można tą przepaść pokonać czy przeskoczyć, acz ważne by wiedzieć, znać: jak to zrobić, czyli (know-how )? By tą możliwość zilustrować zacytuje tu gdzieś zasłyszną historię (autora przepraszam, ale nie mogę ustalić). …otóż…..dawno, dawno temu, w dostojnym i  porządnym domu, w doskonałej i bardzo porządnej rodzinie, ciągle jadano nobliwie i z rytuałem wspólne, rodzinne świąteczne oraz niedzielne obiady. Niepisane prawo dawało „pełnię władzy” Pani Domu, bo gdyby inaczej to mogłoby się „coś posypać” i na jaw by wyszło, że jest bałagan. Obiady miały swoją celebrację i scenariusz, w tym: dobrych min,  gestów i zachowań, tak jak w „Moralności Pani Dulskiej”, gdzie trzeba było chwalić Panią domu i jej Rodzinę. Każde inne zachowanie, odstępstwo od zasad, jak u „Bukietowej” (z serialu: „A co ludzie powiedzą”), było karane „fochem”  z całą surowością. A gama sapań, spojrzeń pełnych nienawiści i łez oraz wyrzutów była wielka. „Obiadki czwartkowe” były dla owej starszej Pani ważne nadzwyczaj. Demonstrowały sielankę i niby dobre obyczaje oraz szczęście rodzinne. A w sumie tak nie było. Rodzinka to ancymony, głównie pozostała jej części to nałogowcy i alkoholicy wyczyniający zło i rozpustę. A i reszta rodziny nie stawała na wysokości zadania. Wyobraźcie więc sobie, że jako młody student lub studentka jesteście na niedzielnym obiedzie w domu matki swojego partnera lub partnerki i nagle w najmniej spodziewanym momencie słyszysz od niej znienacka: ja myślę że mnie nie lubisz. Stanowi to, w połączeniu z oskarżycielskim spojrzeniem,  komunikat trudny do przełknięcia (nomen omen). No bo co możesz zrobić? Wszyscy patrzą. Potwierdzisz? Wyjdzie na to że nie lubisz gospodyni, a obiadek przecież wcinasz… wszyscy się obrażą. Zaprzeczysz? Zaczniesz się kajać i gorąco przepraszać? Poczujesz się jak zwykła szmata. W obu przypadkach niezależnie, co zrobisz, jesteś przegrany i pod krechą. Tak działa dobrze zaplanowana manipulacja… Cel? Trudno powiedzieć na pewno. Może zniechęcenie do kontaktów z córką, a może teściowa złośliwość? W toksycznych mózgach roi się od paranoi. Co robić?/* W tym miejscu dobrze by przytoczyć starą, bodaj buddyjską przypowieść. A leciało to mniej więcej tak: guru, mistrz rzecze do ucznia: ..”zadam ci pytanie, ale jak odpowiesz, to walnę cię bejsbolem, a jak nie odpowiesz, to walnę cię też bejsbolem. Co ma zrobić „młody”, aby zaliczyć ten test, sprawdzian i nie oberwać? No oczywiście zabrać tego bejsbola czyli wyjść poza schemat, myśleć innowacyjnie, nietuzinkowo i samodzielnie. Stwierdzam więc jednoznacznie i wiem, że jeśli ktoś publicznie stawia Ci kwestie i pytanie, a właściwie stwierdzenie: czy Ty nie lubisz mnie- to jasne, że celem nie jest wyjaśnienie sobie wzajemnych relacji, bo takich pytań nie zadaje się przecież na forum publicznym. Celem jest haniebna próba wprowadzenia Was w zakłopotanie. Jeżeli to wiemy, to możemy reagować adekwatnie do tego, czyli przede wszystkim nie odpowiadać. Nie wchodzić w dyskusję na polu przewidzianym dla naszej porażki./* Trzeba odebrać  tą pałkę, którą chcą Cię uderzyć. Zatem najbardziej sensowne wydaje się tutaj tzw. „odbicie piłeczki” , czyli pytanie zadane oportuniście o podobnej treści: ..a czy Pan/Pani lubi mnie? Tym samy też stawiacie drugą stronę w identycznej sytuacji, czyli zakłopotania, wstydu, odsłonięcia twarzy, czy otwartych kart. Zapewniam, że wszyscy wtedy widzą jak się  czerwienią i na przemian bledną i „bąkają coś pod wąsem”. To nic innego jak doskonała manipulacja, a w każdym razie został wysłany jasny komunikat. A ten co próbował „pogrywać” i manipulować znaczy utratę anonimowości i zalicza upadek a nawet porażkę  i jest to dla niego dużym zagrożeniem. Przeciwnicy tak naprawdę stają się słabiutcy i wystraszeni, niby udając wielkich,  mocnych i pewnych siebie. Ale to „Wielki Szu” czyli blef. Bardzo łatwo dokonać sprawdzenia. Tak naprawdę ilość sposobów manipulowania jest ograniczona i nawet nie bardzo liczna. Ważniejsze jest by umieć je rozpoznawać i dobierać odpowiednie sposoby reagowania. Dla wytrawnego gracza to łatwe ale wymaga ogromnego doświadczenia i użytkowej mądrości. Należy więc to wszystko wiedzieć, a także tego co się dzieje, oczywiście znając odpowiednie mechanizmy oraz techniki (tego akurat można się dowiedzieć i nauczyć), jak przed tym się bronić. Owe techniki można poznać na dobrym szkoleniu a takie jestem gotów Państwu zaproponować.

Andrzej "Sułek" Sułkowski